wtorek, 08 stycznia 2008
ja i Elvis

Dziś jestem o rok starsza, to chyba zaczyna sie ten okres kiedy nie wypada już odliczać które to tym razem urodzinki. Gdyby żył Elvis świętowalibyśmy je razem.

Był kiedyś taki drobny incydent w moim życiu przez który nie lubię składać ludziom życzeń. Niby to pozornie błache życzenia ale zdarza się tak że zamiast cieszyć, sprawiają ludziom przykrość. Dlatego może i do życzeń które sama otrzymuję pochodzę sceptycznie.

Spośród wielkiego kopca życzeń jaki dziś otrzymałam z różnych źródeł jedne dały mi do myślenia. Po raz pierwszy dostałam chyba takie które chciałam usłyszeć. Zacytuję je:

Życzę Ci Kawusiu...spokojnego snu i radosnego przebudzenia; ...abyś czasami mogła sobie pozwolić na to, czego od dawna pragnęłaś, a nie tylko na to, co musi Ci wystarczyć; ...tylu dobrych wspomnień, abyś dzięki nim mogła przetrwać złe chwile; ...wiosny - tego zachwytu, który ciągle przerasta Twoje oczekiwania; ...abyś zawsze była komuś potrzebna; ...tej radości, gdy czyjaś twarz rozjaśnia się na Twój widok, albo gdy dostrzegasz ukochana osobę na końcu peronu; ...radości myślenia, ostrości spojrzenia, triumfu zrozumienia i satysfakcji tworzenia... ...abyś znalazła szczęście, którego szukasz.

cóż, ... za takie życzenia bardzo dziękuję